ZADUSZKOWA HISTORIA O PSIE DŻOKU i WIELKIEJ PRZYJAŹNI

Już niedługo dzień Wszystkich Świętych i Zaduszki – wyjątkowy czas, gdy wspominamy tych którzy odeszli. Zazwyczaj te listopadowe dni są okazją do wyciszenia, osobistych rozmyślań, rozmów i rodzinnych spotkań nad grobami bliskich. Jednym słowem pielęgnujemy pamięć, o tych, których fizycznie już z nami nie ma. Pomyślałam, że to właściwa chwila, by opowiedzieć Wam jedną z bardziej wzruszających Krakowskich historii, która przekazywana z ust do ust stała się poniekąd naszą współczesną legendą.

SPACEREM PO BULWARACH

Być może spacerując bulwarami wiślanymi, w okolicach Wawelu, napotkaliście na swej drodze wyjątkowy pomnik psa. Jeśli nie – koniecznie go poszukajcie! Otoczony ludzkimi dłońmi patrzy smutno w dal wyczekując swego właściciela. Psem o którym mowa jest Dżok – cichy bohater Krakowa, określony przez wielu „najwierniejszym z wiernych”. Byłam małą dziewczynką, kiedy rozgrywała się akcja naszej opowieści, jednak na tyle świadomą, by zapamiętać emocje związane z przełomem lat 1990/1991.

ROK OCZEKIWANIA

Historia Dżoka to opowieść o wielkiej przyjaźni i wierności, która rozpoczyna się w momencie śmierci jego Właściciela. Jest lato, rok 1990. Opiekun Dżoka w momencie zawału serca został zabrany karetką z ronda Grunwaldzkiego. Niestety mężczyzna zmarł w drodze do szpitala. Tej tragicznej wiadomości nie mógł jednak usłyszeć pies, który odtrącony od karetki, od tego dnia krążył po rondzie i najbliższej okolicy niestrudzenie czekając na powrót swego Pana. Historię jego cichej, wielomiesięcznej obecności obserwowała rzesza Krakowian – pies bowiem przez blisko rok koczował w okolicy miejsca wypadku. Temat wywoływał tak wiele emocji, że Kraków podzielił się wówczas na dwa obozy – zwolenników schwytania i oddania psa do azylu oraz tych, którzy radzili zostawić zwierzę w spokoju. Co ciekawe, Dżok bardzo szybko wpisał się w krajobraz ulicy – uważał na pojazdy, nie utrudniał ruchu, nie był agresywny. Z czasem, ze względu na zimę i niską temperaturę na rondzie stanęła buda, a wiele osób regularnie przynosiło psu jedzenie, wodę i ciepłe koce. Sprawa zaczęła być głośna także za granicą.

Z czasem w opowieści Dżoka pojawiła się osoba, której pies postanowił zaufać i za jej dobroć odpłacił przywiązaniem. Tą osobą była emerytowana nauczycielka – Maria Müller, która regularnie dokarmiała czworonoga, nawet kilka razy dziennie. Po długich miesiącach wyczekiwania Dżok zamieszkał z Panią Marią i jej psem Kajtkiem w niedalekiej okolicy. Nowy dom i poczucie stabilizacji trwało kila lat. W 1998 roku starsza Pani zmarła i po raz kolejny pies został sam. Krakowskiego bohatera chciano przenieść i znaleźć mu kolejny dom, jednak Dżok nigdy do tego nie dopuścił. Uciekł, a w jego poszukiwanie na nowo włączyli się mieszkańcy miasta. Niestety w tym przypadku zwierzę nie miało tyle szczęścia – po kilku dniach ciało pieska zostało znalezione na torach kolejowych w Borku Fałęckim…

Czy był to nieszczęśliwy wypadek czy rozpaczliwy akt osamotnionego stworzenia, nie wiadomo. Wiadomo zaś, że na zawsze sympatyczny, czarny pies wpisał się w historię Krakowa dając jego mieszkańcom niesamowitą lekcję przywiązania i miłości. Dżok został pochowany na terenie Schroniska dla Bezdomnych Zwierząt w Krakowie przy ul. Rybnej 3, gdzie do dziś znajduje się jego symboliczny grób.

PIERWSZY W POLSCE POMNIK PSA

Pomnik Dżoka był pierwszym w Polsce pomnikiem psa. Jego odsłonięcie nastąpiło 26 maja 2001 roku, a dokonała go Kety – owczarek niemiecki należący do właściciela szkoły Hitt Dog, Jacka Lewkowicza. Przed Dżokiem, podobnego upamiętnienia doczekał się m.in. japoński pies Hachiko, rasy akita.

Pomnik zaprojektował Bronisław Chromy – wybitny rzeźbiarz i malarz, a w jego powstanie zaangażowały się media i wielu znanych artystów, m.in. Zbigniew Wodecki, Jerzy Połomski, Krzysztof Piasecki czy Krzysztof Cugowski, a także wielu mieszkańców Krakowa.

Tablica upamiętniająca głosi w języku polskim i angielskim: „Pies Dżok. Najwierniejszy z wiernych, symbol psiej wierności. Przez rok /1990-1991/ oczekiwał na Rondzie Grunwaldzkim na swojego Pana, który w tym miejscu zmarł”.

***

Mamy nadzieję, że ta wzruszająca historia będzie kolejnym „puzzlem” w poznawaniu Polski i Krakowa. Na nadchodzące dni życzymy Wam wielu chwil do refleksji i zadumy nad tym, co naprawdę ważne.

Jeśli jesteście ciekawi, jak wyglądał Dżok i jaka atmosfera towarzyszyła jego historii – polecamy oglądnąć materiał archiwalny:

https://www.youtube.com/watch?v=dp0ROlyR4wo

Jest on niezwykłym dowodem na to, jak zmieniły się czasy, miasto, my sami…

Autor: Iwona Huber

Dodał epolish w dniu 07-11-2019 · Opublikowano w kategorii O Polsce
Udostępnij ten post
RSS
Follow by Email
Facebook
Google+
https://e-polish.eu/blog/zaduszkowa-historia-o-psie-dzoku-i-wielkiej-przyjazni">
Twitter
Powiązane wpisy
„Ciemno wszędzie, głucho wszędzie, co to będzie, co to będzie?” to fragment dramatu jednego z
Początkiem listopada naprawdę warto być w Polsce i doświadczyć pięknej tradycji związanej z Dniem Wszystkich
Powoli zbliża się grudzień - najbardziej magiczny miesiąc w roku. My zaś przedstawiamy Wam całkiem

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *