„Nie chcę się uczyć pisać ani czytać. Chcę tylko rozmawiać!”
Czy Wam też zdarza się to słyszeć od studentów uczących się języka polskiego jako obcego? Co gorsza, słyszymy to na pierwszej lekcji, a nawet jeszcze zanim nasz potencjalny student zdecyduje się rozpocząć naukę. Jak go przekonać? Czy zgodzić się na jego warunki? Czy da się faktycznie tylko mówić i wcale nie trzeba pisać i czytać?
Rozumiemy tę postawę, bo człowiek z natury dąży do efektywności – jak najszybciej do celu po najmniejszych kosztach. Nasz student chce szybko dojść do poziomu, na którym może się sprawnie komunikować w języku obcym. Tymczasem okazuje się, że droga na skróty wiedzie przez … fonetykę!
Korzyści płynące z opanowania reguł fonetycznych.
Jak przekonać niechętnych? Ja zwykle mówię, że jeśli mi zaufają i pozwolą się przeprowadzić przez absolutnie podstawowy kurs fonetyki, będą samodzielni i po prostu nie będą mnie potrzebować! Ani nikogo innego. Sami będą mogli przeczytać nowe słowa, których nigdy wcześniej nie słyszeli (to zaskakuje głównie anglojęzycznych studentów, którzy jako dzieci byli uczeni czytania poprzez zgadywanie oraz domyślanie się całego wyrazu po jego początku, jak również czytanie całościowe poprzez obejmowanie wzrokiem całego wyrazu). Dzięki treningowi fonetycznemu osiągną niezależność, która pozwoli im uczyć się nowych słów poza lekcją, w takim tempie jakie im odpowiada, przyswajając nowe słowa, gdzie i kiedy zechcą. Brzmi intrygująco i zwykle działa. Mamy nowego studenta!

„To jednak ma sens”
Gdy uzyskamy nawet najbardziej nieśmiałą zgodę ze strony studenta, bierzemy do ręki podręcznik Joanny Stanek „Fonetyka – polski w praktyce” i zaczyna się coś niezwykłego: wszyscy – od początkujących studentów, przez komunikujących się dobrze, ale piszących intuicyjnie i wymawiających polskie głoski bez przekonania, niedokładnie i niewyraźnie, aż po tych, którzy się dobrze komunikują, ale polski przyswoili w domu i nigdy nie uczyli się go formalnie – wszyscy doznają wielkiego „wow”. Każde ćwiczenie przynosi komentarze typu: „Aaa! To ja już rozumiem” lub „Teraz to ma sens” oraz wszystkie inne „achy i ochy”.
Fonetyka jako zestaw narzędzi usamodzielniających studenta języka polskiego jako obcego.
Co takiego skrywają strony podręcznika do fonetyki? O co uzupełnia on standardowy kurs polskiego dla obcokrajowców? Czego brakuje w podręcznikach, a jest w tej niepozornej książeczce? Otóż jest tam zestaw narzędzi, zarówno dla nauczyciela, jak i ogrom ćwiczeń i materiałów dla studentów. Część teoretyczna w przystępny sposób wyjaśnia cechy poszczególnych głosek wraz ze wskazówkami, jak je wywoływać i jak rozwijać coś, co można nazwać świadomością fonetyczną. Jak wymawiamy głoski? Co wpływa na ich zmianę? Jak są one wytwarzane? Dlaczego różnice między nimi są tak ważne? Na te wszystkie pytania znajdziemy odpowiedź już na początku książki. Pierwsze strony to zgrabnie zebrane kompendium, które doceni świeżo upieczony absolwent polonistyki, ale także (a może przede wszystkim) lektor jpjo z wieloletnim doświadczeniem szukający świeżych pomysłów, jasnych wskazówek i nowej perspektywy. Kolejne rozdziały przynoszą intuicyjnie i praktycznie podzielone ćwiczenia z nagraniami audio, a nawet zabawy fonetyczne.
Język polski jako drugi i obcy wśród amerykańskiej Polonii
Doświadczenie pracy z tym podręcznikiem pokazuje, że korzystne jest, aby każdy student został wyposażony w pewien zakres wiedzy o polskiej fonetyce na samym starcie przygody z naszym językiem. Jeśli takiego treningu zabrakło na początku, staje się on nawet cenniejszy później, zwłaszcza dla tych, którzy świetnie się komunikują, ale nie potrafią pisać ani czytać, bo znają jedynie polski w odmianie domowej i przez całe życie jedynie słyszeli jego dźwięki, ale nigdy nie widzieli zapisu odpowiadającego poszczególnym głoskom i wyrazom. Jeśli połączymy taką znajomość polskiego z językiem angielskim jako pierwszym, mamy przed sobą studenta, który jest sfrustrowanym dorosłym, który zakłada, że opanowanie umiejętności czytania, pisania i poprawnej wymowy jest ponad siły, bo musi nadrobić 30 lat obcowania w danym języku, żeby móc sprawnie się nim posługiwać – tak jak w przypadku angielskiego, gdzie każde nowe słowo jest praktycznie zagadką. Niejednokrotnie byłam świadkiem sytuacji, w której ktoś z moich amerykańskich studentów trafiał na jakieś rzadkie słowo w swoim własnym języku i nie wiedział, jak je przeczytać. Przykład? Proszę bardzo: scythe – ktoś chętny? Jakieś pomysły? Nie? Nikogo odważnego?

Od czego zacząć?
Recepta na sukces to trening słuchu fonematycznego, czyli rozróżniania głosek oraz ich prawidłowej wymowy. To owocuje poprawnym zapisem. Dorośli przedstawiciele amerykańskiej Polonii z wielką ulgą dowiadują się, że pisownia polska ma sens, jest podparta stałymi regułami i można ją opanować dość szybko. Z wielką satysfakcją uczą się pisać, bo rozumieją, że to pomaga im czytać. Samodzielność w czytaniu z kolei jest najszybszą drogą do rozszerzenia słownictwa. Jeśli zachowamy umiar i nie przeciążymy naszych zajęć ilością treningu fonetycznego, mamy sukces gwarantowany.
Trening ucha, czyli wracamy do przedszkola.
Z mojego doświadczenia wynika, że jako nauczyciele języka polskiego jako obcego i drugiego z pewną pobłażliwością podchodzimy do takich umiejętności jak dzielenie słów na sylaby i głoski. Zakładamy, że nasi dorośli studenci to nie dzieci, które dopiero się tego uczą poprzez klaskanie, śpiewanie i rymowanki. Przecież potrafią czytać i pisać w swoim języku, więc wystarczy wytłumaczyć im to, co specyficzne dla języka polskiego, czyli zajmujemy się tym, co widać na pierwszy rzut oka. Odczytujemy głoski miękkie (ś, ć, dź, ź, ń), nosowe (ą, ę), omawiamy dwuznaki (sz, cz, rz, ch, dz, dź, dż) i na koniec dorzucamy ł oraz ó i uznajemy, że teraz studenci będą czytać po polsku, cokolwiek zobaczą w podręczniku. Tymczasem zabawa zaczyna się dopiero, gdy zaczniemy pracować nad procesami ubezdźwięcznienia oraz zapisem głosek miękkich (ś czy si?). Wyjście od sylaby jako podstawowego budulca wyrazu i łączenie sylab w wyrazy musi być pierwszym krokiem. Naśladując dzieci powtarzające za przedszkolanką, również i my z naszymi studentami dzielimy słowa na sylaby, by je połączyć i z nich zbudować zdania. Tu dopiero zaczyna się przygoda! Nagle okazuje się, że za zapisem głoski ź i jej wariantów w wyrazach zima, ziemia oraz źle stoją reguły, których obcokrajowcy potrzebują i chętnie je przyswajają.
Długofalowe korzyści
Dzięki treningowi słuchu fonematycznego, jesteśmy w stanie wypracować mechanizmy, które przyspieszą naukę polskiego jako obcego, bo nasi studenci nie będą musieli uczyć się pisowni wyrazów na pamięć, ale będą umieli zapisać słowa, które słyszą nawet po raz pierwszy. Czyż nie jest to praktyczna umiejętność?
Owszem, miło by było mieć przy sobie naszych podopiecznych na zawsze, ale może trzeba zachować ich w pamięci i sercach, a wypuścić w świat jako użytkowników samodzielnych, pewnych siebie, wytrenowanych i wyposażonych w praktyczne narzędzia językowe? Lećcie w świat kochani – jest cały wasz!

Autorka: Agata Szybura






