jpjo, miejscownik, przypadki, język polski jako obcy, polski dla obcokrajowców

O kim? O czym? O chaosie! Miejscownik pod lupą.

Przychodzi taki czas podczas lekcji języka polskiego jako obcego, że po stawianiu naszych uczniów przed niekończącym się dopełniaczowym dylematem pod tytułem „a” czy „u” w nieosobowych rzeczownikach rodzaju męskiego, musimy wreszcie doprowadzić ich do celu. No bo przecież nie możemy jechać w nieskończoność nawet do odległego PekinA, a tym bardziej pięć godzin do sklepA za rogiem, najwolniejszym choćby taksówkIEM w naszym Układzie Słonecznym.

Mówi się, że cel uświęca środki. Drap, pluj, walcz o swoje. Czasem trochę determinacji, innym razem nieco desperacji. Każdy z nas, gdy już dokądś wyruszy, chce, prędzej czy później, dojrzeć linię mety. Przecież „coś być musi, do cholery, za zakrętem”… w dość dosadny sposób dodawała nam nadziei piosenka z serialu „Zmiennicy”, gdy jechaliśmy do celu. Tym taksówkiem. No i faktycznie jest. Coś. Tyle że to coś, niekoniecznie spełnia oczekiwania naszych, zawieszonych w stanie niepewności, niczym siedzących na tykającej minie i przekonujących samych siebie, że już gorzej przecież być nie może, uczniów języka polskiego jako obcego. Następna stacja: „Miejscownik”. Wyjście po prawej stronie. Na tym etapie odwrót nie wchodzi w grę. Powiedziałeś „a” – musisz powiedzieć i „b”. Kochaj, nie rzucaj. No to jedziemy! Aż dojedziemy!

Gramatyczne love story z plot twistem

Co ciekawe, początki zmagań z miejscownikiem są zazwyczaj dość niewinne. Podręczniki do języka polskiego jako obcego wprowadzają go stopniowo. Na początku wraz z dopełniaczem. Nie ma tu trzęsienia ziemi jak u Hitchcocka, jednak napięcie zaczyna od tego momentu rosnąć. Ktoś wyruszył do domu i teraz w tym domu jest. W weekend pojechał do restauracji i spędził miło czas. W tej restauracji. Ale życie pisze różne scenariusze. Przekonują się o tym uczniowie w szkole, do której to szkoły szli nadal w dopełniaczu, jednak w odmiennej formie. Nie mówiąc już o innym przyimku. Spóźniona Monika w drodze do firmy miała telefon od szefa, a gdy już dotarła na miejsce, ten zrugał ją centralnie przy wszystkich. W tejże firmie. Adam natomiast, który wczoraj wybrał się na koncert wraz z innym przyimkiem, postanowił się go trzymać nawet wtedy, gdy już na niego dotarł. Zmienił jednak przypadek. Od tak, dla zasady.

Miejscownik przypomina trochę kantor. Idziesz i wymieniasz: „t” na „c”, „k” na „c”, „ch” na „sz”… Na szczęście nie ma tu totalnej samowolki, bo nie wszystko da się zastąpić czymkolwiek. Choć miejscownikowy pokaz siły z pewnością robi wrażenie na przerażonych obcokrajowcach, to jednak nawet w orkiestrze tegoż że przypadka liczba instrumentów jest ograniczona. I to właśnie daje nadzieję naszym podopiecznym. Choć nie zapominajmy, że największym problemem będzie dla nich przydzielenie danego rzeczownika do odpowiedniej grupy instrumentów. Pewne dęte drewniane na koncercie zagrają bowiem wysokie C, a z kolei dęte blaszane zaintonują niskie F. Potem to już tylko kwestia strojenia. Jednak miejscownik to nie pudełko czekoladek Forresta Gumpa. Na szczęście ilość smaków w nim zawarta jest ograniczona. I to wcale nie jest wadą tego przypadka. Wręcz przeciwnie, to powiew świeżego powietrza i chwila ulgi dla śmiałków, którzy próbują poskromić moc miejscownika.

jpjo, miejscownik, przypadki, język polski jako obcy, polski dla obcokrajowców

Parujmy i uczmy stopniowo, a z czasem zauważymy, że początkowy zamęt stopniowo zacznie się stabilizować. Powtarzajmy niejako do znudzenia i cieszmy się faktem, że używanie dopełniacza oraz miejscownika staje się coraz płynniejsze. I co najważniejsze, już tak nie przeraża. No i na poczcie list wysyła się już z większą świadomością i pewnością.

Hymn na cześć miejscownika?

Ciekawych pomysłów na lekcje języka polskiego jako obcego dostaczyć nam może szeroko rozumiana kutlura masowa. Puść na lekcji Brathanki! Halina wyśpiewa, ty wytłumaczysz, uczniowie przeanalizują. I szczerze mówiąc, razem upieczecie kilka pieczeni przy jednym ogniu, bo nie dość, że miejscownik, nie dość, że elementy polskiej kultury i geografii, to jeszcze dochodzą do tego zajęcia z wymowy, bo nie okłamujmy się, „w berecie, w czapce, chustce” i „na falochronie w Ustce” to niewątpliwie większe wyzwania językowe aniżeli „Ala ma kota”. I nie mam tu nic do Ali. Ani do kota. A tym bardziej do kina w Lublinie. Swoją drogą, czy tylko ja przez 25 lat myślałem, że w tym tramwaju to w maju…?

Taka czysta, krystaliczna eksplozja miejscownika może posłużyć nam jako świetny punkt wyjściowy do bardzo ciekawych i twórczych zajęć języka polskiego jako obcego. W kinie w Lublinie, w starym budynku przy rynku, na balkonie, w pierwszym rzędzie, w moim ulubionym fotelu, w półmroku, w ciszy i skupieniu rozmyślałem o miłości, o przyszłości, o dzieciństwie i o szczęściu. Który uczeń okaże się bardziej kreatywny i stworzy najdłuższy i najciekawszy miejscownikowy ciąg? Takie wręcz podręcznikowe stopniowanie przestrzeni powinno zachęcić uczestników naszych zajęć do pobudzenia swojej wyobraźni i przełączenia się na tryb szóstego przypadka.

Na lekcjach JPJO miejscownik nie zna granic

No właśnie. Szóstego przypadka. Szóstego dziecka z groźnej siódemki. A może raczej z siedmiu wspaniałych? Decyzja należy już do naszych podopiecznych, którzy albo się do niego przekonają i zaakceptują taki a nie inny stan rzeczy, albo pójdą z nim na wojnę. Przekonajmy ich, aby zakopali topór i poszli na ugodę. A jeszcze lepiej, podpisali porozumienie pokojowe. Zmieniający się niczym w kalejdoskopie miejscownik lokalizuje naszą bytność, specyfikuje treść. Jest bardzo ważny, ale uczniowie się go boją. Zarzucają mu wiele nieprzespanych nocy, stres, ból głowy oraz poczucie rezygnacji po przebrnięciu przez narzędnik i dopełniacz. Polubić miejscownik jest trudno, ale doświadczenia z nim związane mogą być bardzo ciekawe i satysfakcjonujące, bo pozwolą na dużo lepsze zrozumienie polskiej gramatyki.

jpjo, miejscownik, przypadki, język polski jako obcy, polski dla obcokrajowców

W ramach jednej z metod nauczania języka polskiego jako obcego, zabierz swoich uczniów na wycieczkę po Europie. Jest w czym wybierać: Haga, Ryga, Praga, Kopenhaga, Malaga… Zmieniajcie kraje, zmieniajcie kontynenty, szukajcie podobieństw i logiki w tym z pozoru nielogicznym świecie miejscownika. Czy miejscownik to czarna owca? Może i czarna, ale w przeciwieństwie do czarnych owiec nigdy nie stoi sam. Przypominaj, że jego najbliższymi przyjaciółmi są wierne przyimki, że łączy miejsce fizyczne i temat rozmowy, oraz że jego końcówki to nie zwykły kaprys i widzimisię, ale przemyślany zabieg, który scala, łączy, buduje i określa. Bez niego po prostu się nie da.

Autor: Marcin Starnowski

Koszyk
Wybierz punkt odbioru
wybierz walutę
PLN Złoty polski
EUR Euro
Przewijanie do góry