lublin stare miasto polska

LUBLIN – MIASTO WIELU ŚWIATÓW

Dziś chciałabym zachęcić wszystkich glottodydaktyków, a także uczniów jpjo do krótkiej podróży do miasta wciąż czekającego na odkrycie, miasta, o którym się może słyszało, ale nie wie się do końca, co tam właściwie jest. A jest bardzo wiele – od zieleni parków po unikatowe zabytki. Jestem przekonana, że na kursach języka polskiego jako obcego powinno się znaleźć miejsce na lekcję o tym zakątku Polski.

Miasto to leży ponad trzysta kilometrów na północny wschód od Krakowa i często znajduje się zaledwie na marginesie planów podróży po Polsce. To wielka szkoda, bo miejsce to pełne jest paradoksów i pozornych sprzeczności, z których utkany jest jego wyjątkowy nastrój, szczególny genius loci, w którym studenci Szkoły Języka Polskiego GLOSSA odnajdą może podobieństwa do atmosfery Krakowa. Niejedno tutaj może stać się inspiracją na lekcje języka polskiego dla obcokrajowców. Na przykład to, że jest to miasto poezji. Nie tylko w odległych wiekach, kiedy było miejscem pobytu Mikołaja Reja i Jana Kochanowskiego, ale i dziś: wiersze można tu znaleźć w specjalnych skrytkach przyczepionych do ścian kamienic (akcja „Tu mieszka wiersz”), usłyszeć w komunikacji miejskiej (akcja „Autobus Poezji”), a także zobaczyć na murach szkół i zwykłych domów. To też miasto uniwersytetów, teatrów i festiwali. To wreszcie miasto utraconego bezpowrotnie świata, o którym przypomina paląca się całą dobę, jak wieczna lampka, latarnia. Lublin. Tu łączą się światy: Wschód z Zachodem, chrześcijaństwo z judaizmem, nostalgia z nowoczesną sztuką.


Spacer po Lublinie najprawdopodobniej zaczniemy w jego centrum, czyli na Placu Litewskim. To miejsce spotkań, uroczystości i pomników. To tu, wedle legendy, zatrzymali się posłowie litewscy podczas obrad Sejmu zakończonych podpisaniem Unii Lubelskiej w 1569 r. Od roku 2021 kontakty polsko-litewskie podtrzymywane są przez unikatowy futurystyczny portal, przez ekran którego można zajrzeć do Wilna (a od jakiegoś czasu także do kilku innych miast świata) i w czasie rzeczywistym przywitać się z tamtejszymi przechodniami, pomachać do nich i zobaczyć, jaka u nich pogoda. Wokoło Placu Litewskiego, m. in. przy ulicach Trzeciego Maja, Staszica, Kołłątaja, Peowiaków, napotkamy przepiękne kamienice o secesyjnej sylwetce gzymsów, bram, okien i balustrad. Niektóre są wspaniale odrestaurowane, inne zaś kuszą jeszcze nie zrewitalizowaną tajemnicą podwórek.

Idąc dalej Krakowskim Przedmieściem na wschód, dojdziemy do drugiego (o)środka Lublina, czyli na Stare Miasto. Przedtem musimy przejść przez Bramę Krakowską, bramę do osobnego świata, którego zarys niezmiennie trwa już co najmniej od 1317 roku, kiedy to wytyczono staromiejski rynek. Niepodobna do regularnych założeń innych średniowiecznych miast, siatka uliczek i placyków dostosowała się do naturalnego ukształtowania położonej na wzgórzu pierwotnej osady. Z rynku schodzimy w dół, na wschód, ulicą Grodzką i wychodzimy na kolejne niezwykłe miejsce: Plac Po Farze. Co tu jest? Jakieś fundamenty? Jakieś kontury nieodbudowanego do końca obiektu? Są to odtworzone fundamenty kościoła farnego pod wezwaniem św. Michała Archanioła, którego wieża niegdyś górowała nad Starym Miastem i była widoczna z daleka. Odbudowywany wielokrotnie po pożarach, pomału poApadał w ruinę i w XIX w. został rozebrany. W ten sposób, jak zauważył jeden z biografów Lublina, Władysław Panas, miasto zostało pozbawione swojego rdzenia, swojego axis mundi. Z pustego miejsca po budowli roztacza się widok m. in. na dzielnicę Tatary i ulicę Ruską, których nazwy utrwalają pamięć o wielokulturowej przeszłości miasta.

Z Placu Po Farze schodzimy dalej na wschód i, minąwszy renesansowe kamieniczki o średniowiecznych fundamentach, zanurzamy się w cieniu Bramy Grodzkiej – niegdysiejszej granicy światów chrześcijańskiego i żydowskiego. Stąd biegła ulica Szeroka prowadząca aż do istniejącej do dziś studni, pół kilometra dalej. Po drugiej wojnie światowej, podczas której wojska niemieckie zrównały dzielnicę żydowską z ziemią, tylko to pozostało po żydowskim mieście. I latarnia, która pali się dzień i noc na pamiątkę po dawnych mieszkańcach. Przed nami natomiast wznosi się neogotycka sylwetka Zamku Lubelskiego, z wieżyczkami zwieńczonymi groźnymi toporami. Do połowy XX wieku złowrogie było to miejsce. Najpierw carskie więzienie, później niemieckie i sowieckie kazamaty. W roku 1956 zamek przeznaczono na cele kultury, a od 2020 roku jest to oddział Muzeum Narodowego.

Na wzgórze zamkowe idziemy Traktem Królewskim, to znaczy mostem przerzuconym w 1957 roku między Bramą Grodzką a zamkiem. Przechodzimy ponad przestrzenią, która przed II wojną światową była pełna domków żydowskich, ciasnych uliczek, sklepików, podwórek, gwaru i zgiełku. Po zniszczeniu przez hitlerowców w czasie II wojny żydowskiego getta, pozostał pusty plac i miejsce po domu, w którym swe ostatnie chwile spędził cadyk Jakub Icchak Horowic, znany jako Widzący z Lublina.


Przeszedłszy na drugą stronę traktu, wspinamy się ku podwojom Muzeum Narodowego na zamku.
Na jego terenie znajduje się kolejna perła lubelskiej architektury, zabytek klasy zerowej: kaplica Trójcy Świętej. I kolejna spoina dwóch światów – tym razem zachodniego i wschodniego chrześcijaństwa. Wnętrze gotyckich murów pokryte zostało, z inicjatywy króla Władysława Jagiełły, bizantyjsko-ruskimi freskami. Spomiędzy strzelistych okien i sklepień żebrowych spoglądają ciemne oblicza aniołów o migdałowych oczach. Niemal słychać szelest ich skrzydeł i szmer kolorowych szat, w jakie ubrali je rusińscy artyści. Naszych studentów jpjo z pewnością zaintryguje fakt, że bystre oko zwiedzającego odnajdzie na ścianach zabytku najprawdziwsze graffiti…z XVI wieku! Są to najczęściej imiona i nazwiska wyskrobane w warstwie tynku, najprawdopodobniej przez ludzi z najbliższego otoczenia króla lub starosty, który na co dzień urzędował na zamku. Być może uczestnicy naszego kursu jpjo mogliby wymyślić historię kryjącą się za tymi spontanicznymi napisami?

Skoro jesteśmy już na terenie zamku, wejdźmy na najwyższy jego punkt – donżon. To jeden z najstarszych elementów wzgórza zamkowego, datowany na wiek XIII. Po drobnych schodkach wchodzimy coraz wyżej i wyżej, by wreszcie wyjść na sam szczyt, skąd roztacza się widok niemal na całe miasto. Patrząc na północ, w górę ulicy Lubartowskiej, dostrzeżemy monumentalny budynek Jeszywas Chachmej Lublin, czyli Jesziwy Mędrców Lublina. Wybudowana w latach dwudziestych XX wieku, była jednym z najważniejszych centrów myśli judaistycznej w Polsce i Europie. Dziś znów pełni rolę ośrodka intelektualnego z muzeum, hotelem oraz czynną synagogą.

Na koniec wycieczki żegnamy się ze wzgórzem zamkowym i wracamy w górę Traktu Królewskiego z powrotem na Stare Miasto. Po takiej eskapadzie nawet najbardziej zapalony podróżnik będzie musiał się posilić. Zapraszamy więc naszych studentów języka polskiego do wyboru miejsca na obiad. A wybór jest zawsze szeroki – od kuchni polskiej, przez amerykańskie żeberka, przysmaki kaukaskie, żydowskie i dalekowschodnie po kuchnię hinduską. A kiedy czas wolny się kończy, zaopatrzeni w różnorodne pamiątki z Lublina, spotykamy się oczywiście pod Bramą Krakowską – jak prawdziwi lublinianie.

Autorka: Katarzyna Bednarska-Adamowicz

Koszyk
Wybierz punkt odbioru
wybierz walutę
EUR Euro
Przewijanie do góry