ZATRACENI W CYFRACH: STRACH PRZED POLSKIMI LICZEBNIKAMI

Istnieje powiedzenie, że choć nie wiem, jak dobrze posługiwałoby się obcym językiem, liczenie i modlitwę zawsze przeprowadza się w mowie ojczystej. Liczby to rzecz ważna. To osoby, które stewardesa musi policzyć podczas boardingu, to banknoty w banku, które kasjerka musi złożyć pod koniec pracy w sejfie, to łyżeczki soli, które kucharz wsypuje do zupy, mrucząc sobie pod nosem dla ułatwienia, to wreszcie liczba tabletek, które pielęgniarka wydziela pacjentom. Jedna niewinna z pozoru pomyłka i przysłowiowy klops gotowy. A klopsy wolimy przecież na talerzu.

Czy więc skoro i tak uczestnicy kursu języka polskiego jako obcego będą liczyć pod nosem w swoich językach, powinniśmy przykładać tak dużą wagę do płynnego wyuczenia się i używania przez nich liczb po polsku? No cóż, jest to pytanie z gatunku tych retorycznych, bo przecież mruczenie pod nosem dla samych siebie to jedna rzecz, ale przecież faktyczne i „głośne” stosowanie polskich liczebników w życiu codziennym to inna para kaloszy. Oj zrobiło się bardzo idiomowo-powiedzeniowo…

Język polski jako obcy stawia przed uczącymi się go śmiałkami wiele wyzwań. Moje prywatne spostrzeżenia „terenowe” są takie, że nawet studenci czwartego roku koreańskiej polonistyki mają problemy z odczytywaniem dat oraz nieco bardziej skomplikowanych numerów. Gdyby przynajmniej wszystkie te liczby wymagały użycia mianownika, być może nie stanowiłyby tak dużej trudności. Poza tym z liczebnikami łączy się też nieodzownie liczba mnoga, która traktowana jest na początku zajęć z polskiego dla obcokrajowców nieco po macoszemu.


1 DOM, 2 DOMY, 5… ? : SYSTEMATYCZNIE, Z UMIAREM, POPRAWNIE

Swoista gra, którą prowadzę z moimi studentami, gdy podczas zajęć pojawi się jakiś nowy rzeczownik, polega na ustalaniu odpowiednich form liczby mnogiej. Niejaka frustracja oraz rozczarowanie pojawia się, gdy okazuje się, że choć „5 domów” i „5 sióstr”, to jednak „5 kolejek” i „5 matek”, nie wspominając nawet o pięciorgu świńskich uszu, które Adam kupił swoim „piesom” na kolację. „Dwa dzieci, dwa człowieki, dwa oka…” Liczebniki to niemal język w języku, a podstawą prawidłowego ich używania jest dobra znajomość gramatyki oraz słownictwa. Warto ćwiczyć razem te dwa elementy językowe, liczebniki oraz liczbę mnogą, ponieważ taka nauka to świetny pomysł na produktywne lekcje języka polskiego jako obcego.

Nie jest tajemnicą, że opanowanie nierodzimej mowy zabiera dużo czasu. Choć uczniowie chcieliby od razu zobaczyć Wieczne Miasto, nauczyciel wie, że nie od razu Rzym zbudowano, a łapanie wielu srok za ogon, tudzież wilczycy, zbyt łapczywie, za zbyt wiele sutków, wprowadzi tylko chaos. Nadzieja i ambicja są ważne, ale zamiast mierzyć siły na zamiary, w przypadku „ogarniania” polskich liczebników niezbędna jest strategia i umiar. Umiar, by na nasze lekcje nie wdarło się poczucie rezygnacji, które zniechęci uczniów do dalszej nauki. Na Schody Hiszpańskie wspinamy się schodek po schodku, by na szczycie obrócić się i spojrzeć na piękną scenerię za sobą. Analogia do gladiatorskich potyczek w Koloseum również oddaje powagę sytuacji, jednak pamiętajmy, by – początkowo przynajmniej – w stronę uczniów zmagających się z polskim jako obcym rzucać przeciwników odpowiedniej kategorii. Nie zapominajmy, że jako nauczyciele możemy wybrać trasę zwiedzania, podkreślać pewne rzeczy według własnego uznania, sugerować oraz zachęcać. Nie odkryję Ameryki, pisząc, że również w przypadku liczb niezbędne jest pewnego rodzaju grupowanie, które dawkować będzie naszym podopiecznym tę obszerną wiedzę. Powtarzajmy do znudzenia, że bardzo często odpowiedź na pytanie kryje się w nim samym. O którEJ? O pierwszej. Z którYM? Z piątym. Na którĄ? Na szóstą. Przy nauce godzin upewnijmy się, że uczniowie opanowali dobrze liczebniki porządkowe, by potem z większą łatwością potrafili nimi manipulować i już poza salą lekcyjną dostosowywać je do swoich prywatnych potrzeb.

ZAGRAJ TO JESZCZE RAZ, SAM:
ĆWICZENIE LICZEBNIKÓW PODCZAS NAUKI JĘZYKA POLSKIEGO JAKO OBCEGO

Podkreślajmy, że liczebniki również podlegają odmianom, z którymi uczniowie są zaznajomieni, ale nie zawsze są świadomi, że stosuje się je również w przypadku liczb. Piję drugą gorzką kawę, ponieważ jestem na diecie. Jestem już w piątym z kolei banku. Idę do dziewiątej restauracji w tym miesiącu. Generał dowodzi tysiącem żołnierzy, a przeciwnik ma ich zaledwie pół tysiąca. Odmieniamy jak przymiotnik? A może jak rzeczownik? Można to w skuteczny sposób ogarnąć. To wszystko już gdzieś kiedyś było. Należy to odgrzebać i na dobre już wdrożyć w językowy arsenał naszych podopiecznych. Postarajmy się grupować te wszystkie wzbudzające strach liczby, aby przekonać naszych uczniów, że strach ma wielkie oczy i da się go obezwładnić rzetelną wiedzą. Język polski może być bowiem trudny, ale z pewnością nie brakuje w nim uporządkowanych i logicznych struktur. Choć pewnie od niejednego uczącego się naszego języka oberwałoby mi się za to stwierdzenie po uchach… Uszach. Dwóch uszach. Dwojgu uszach. Dwojgu uszu.

Chyba każdy nauczyciel języka polskiego jako obcego kojarzy momenty, w których czytający tekst uczeń zatrzymuje się, aby zastanowić się, jak przeczytać pojawiającą się datę czy inną liczbę. Używanie liczebników również musi być świadome. Nieco zaawansowana wersja przedstawiania się wzbogacona o rok narodzin, powinna prędzej czy później zostać rozłożona na czynniki pierwsze, stając się przemyślanym, a nie wyuczonym na pamięć, nomen omen, „-ym”. Co ważne, już na samym początku zadbajmy o to, aby podczas lekcji języka polskiego jako obcego uczniowie dobrze zapamiętali liczby.

W przypadku studentów koreańskich na przykład, nagminna staje się forma „czterdziesiąt”. Mylenie dwanaście i dwadzieścia także jest dość powszechne, dlatego tak ważne jest przyswojenie prawidłowych form już na samym początku. Metodą skojarzeń. Nawet tych dziwacznych. Cel bowiem uświęca środki.

Jest coś takiego w liczbach, co onieśmiela, i to chyba w każdym języku. W polskim może to być liczba podwójna, odmiana liczebników przez przypadki, czy choćby ich złożoność, co przekłada się na ich długość. W języku koreańskim to używanie dwóch systemów liczb, sinokoreańskich oraz koreańskich. Pierwszego z nich używa się na przykład do określania godziny, a drugiego – minut. Cóż, można i tak. Żeby życie miało smaczek… Lekko nie ma, zatem bijmy brawo i doceńmy wysiłek uczniów, gdy na koniec wspólnego głośnego liczenia do setki pada wreszcie upragnione i wyczekiwane „sto”. Jak dobrze, że tak proste w wymowie i dające nadzieję na sukcesy podczas przyszłych potyczek liczbowo-słownych naszych podopiecznych.

Trzy, trzech, trojga, trójki…. Nie dajmy się zwariować i nie dajmy zwariować naszym uczniom, dla których jesteśmy niczym latarnia morska w chwilach zwątpienia. Nie narażajmy ich zatem na nagłe sztormy, co najwyżej – letnie burze. Sporadyczne.

Autor: Marcin Starnowski

Zostaw komentarz

Koszyk
Wybierz punkt odbioru
wybierz walutę
EUR Euro
Przewijanie do góry