O OCZEKIWANIACH

Co pewien czas powraca do mnie obiegowa mądrość – najdoskonalszą drogą do szczęścia jest wyzbycie się oczekiwań. Dla mnie osobiście ta droga wydaje się najtrudniejsza, ale może faktycznie jest to autostrada prosto do nieba? Logicznie rozumując, rzeczywiście, jeśli na nic konkretnego się nie nastawiasz, cokolwiek miłego cię spotka, zaskoczy cię i będziesz zadowolony. Jeśli natomiast będziesz sobie wyobrażać nieziemskie rzeczy, możesz się szybko zawieść. Co to ma wspólnego z nauczaniem języka polskiego jako obcego? Mnóstwo!

Klucz to kompetencje

Od piętnastu lat uczę polskiego obcokrajowców i dopiero niedawno uświadomiłam sobie ogrom założeń i oczekiwań, jakie każda strona przynosi ze sobą na kurs. Przekonałam się też, jak ważne jest uświadomienie sobie kompetencji, z którymi nasz student już przychodzi na kurs – niektóre z nich będą kluczowe w procesie nauczania, zaś ich brak może znacznie go utrudnić. Zrozumiałam, że błędem było moje postrzeganie wszystkich osób rozpoczynających naukę polskiego jako w pełni świadomych procesów językowych i wyposażonych w umiejętności językowe, zdyscyplinowanych i zmotywowanych studentów. Ale po kolei.

Uczyć się trzeba nauczyć

Mój rachunek sumienia rozpoczyna oczekiwanie, że uczący się polskiego jako obcego przychodzi na kurs i wie, że nauczenie się języka wymaga regularnej, codziennej i samodzielnej pracy pomiędzy lekcjami, a praca ta polega głównie na zapamiętywaniu materiału przedstawionego na lekcji. Wiele osób, które uczyłam przez ostatnie 15 lat, nie miało tej świadomości i oczekiwało rezultatów po jednogodzinnym spotkaniu raz w tygodniu. Co więcej, wiele osób nie notuje na lekcji znaczeń nowych słów, nie sporządza notatek z gramatyki, nie powtarza zwrotów, czy pojedyńczych słów. Ich postawa jest bierna i można by ją streścić mniej więcej w słowach „ucz mnie”. Przez wiele lat moją pierwszą reakcją na taką postawę była złość, wręcz oburzenie i zupełne niezrozumienie takiego podejścia. Domyślacie się, że to nie było ani skuteczne, ani motywujące. Remedium okazało się wprowadzenie na zajęcia elementów nauczania strategii uczenia się i pokazywanie ich studentom tak, by byli świadomi, że uczą się nie tylko języka, ale również tego, jak się uczyć.


Po co mi zeszyt?

Na zajęciach z dziećmi i młodzieżą ten problem jest jeszcze wyraźniejszy – dzieci przychodzą na zajęcia bez zeszytu, ołówka, kredek, już nie wspominając o podręczniku czy zeszycie ćwiczeń. Oczekiwanie, że uczniowie pojawią się na lekcji przygotowani, okazało się założeniem błędnym. Jak z tego wybrnęłam? Ustaliłam regulamin zajęć i umówiliśmy się na pewne rzeczy. Nazwałam po imieniu to, czego od nich oczekuję, nawet gdy niektóre kwestie wydawały się tak oczywiste, że nie wymagały omówienia (nie spóźniamy się, przynosimy potrzebne materiały, sprawdzamy zadanie domowe, nie jemy na lekcji, nie leżymy w łóżku na zajęciach online, mamy włączoną kamerę, nie słuchamy muzyki i nie mamy otwartych innych kart w przelgądarce, nie gramy w Roblox, czekając na swoją kolej na lekcji grupowej itp., itd). Pomocne okazuje się kilkukrotne przypominanie o tym, na co się umówiliśmy w trakcie roku szkolnego. A i tak wciąż łapię się na tym, że zaskakuje mnie fakt, że mój uczeń po 3 latach kursu przychodzi na lekcję bez podręcznika i długopisu. Powinnam się przyzwyczaić? A może ze stoickim spokojem przypomnieć jeszcze raz, na co się umówiliśmy i… pozbyć się oczekiwań. Najtrudniejsza rzecz na świecie!

Rodzic na kursie polskiego jako obcego dla dzieci

Jeśli uczymy dzieci, warto uwzględnić oczekiwania rodziców wobec kursu i wobec nas – nauczycieli. Okazuje się, że wyobrażenia o tym, jak płynnie dzieci będą mówić na wakacjach w Polsce po zaledwie kilku miesiącach spotkań online, mogą okazać się zbyt ambitne. Zawsze rozmawiam z rodzicami o tym, czego jestem w stanie nauczyć dziecko w danym czasie i czego wymaga proces nauczania polskiego jako drugiego lub obcego dzieci. Wyjaśniam, że bez wsparcia i zaangażowania rodziców kurs nie przyniesie oczekiwanych rezultatów. Sugeruję, że rodzice powinni zainteresować się materiałem przerobionym na lekcji, powtarzać go z dziećmi, używać nowych wyrażeń w codziennych sytuacjach, a dodatkowo otaczać swoje pociechy polską muzyką, książkami, a nawet polskimi potrawami. To pomaga budować pozytywny stosunek dzieci do języka, a okazuje się, że jest to jeden z najważniejszych czynników motywacyjnych u dzieci.

Dzieci chcą tylko jednego

Motywacja najmłodszych to kolejne pole minowe pełne oczekiwań. Długo, długo wydawało mi się, że dzieci przychodzą na lekcje polskiego, żeby się uczyć. Bzdura. Dzieci chcą tylko jednego (śmiało – sprawdźcie to przy najbliższej okazji i zapytajcie, co chcą robić na dzisiejszej lekcji). Dzieci chcą tylko i wyłącznie się bawić. Koniec, kropka. Można je nauczyć absolutnie wszystkiego pod warunkiem, że odbędzie się to przy okazji dobrej zabawy. Rywalizacja, wykazanie się, ściganie się, zdobywanie punktów, zaciekawienie, śmieszne i dziwne elementy, zaskakujące pomysły, atrakcyjność wizualna, kontrola i wpływ oraz sprawczość – to esencja dobrze zaplanowanej lekcji wykorzystującej gry i zabawy. Po to dzieci przychodzą na zajęcia. Dzieci to nie młodsi dorośli studenci, którzy chcą się uczyć, bo wiedzą, po co, czego i jak. To zupełnie inny student. Taki, który chce się po prostu bawić. Tego oczekuje od lekcji. Im szybciej to zrozumiemy jako nauczyciele, tym łatwiej nam będzie pracować, a naszym najmłodszym studentom – uczyć się. Platforma e-polish.eu zawiera nieskończoną ilość gier i pomysłów na zajęcia z polskiego dla obcokrajowców po to, by ten proces był jeszcze łatwiejszy i bardziej efektywny. Nie wyobrażam sobie lekcji bez gier i ćwiczeń interaktywnych z e-polish.eu.

Chwal mnie!

Kwestia udzielania informacji zwrotnej to z kolei moje najnowsze odkrycie, z którym wiąże się wiele emocji po obu stronach internetowego łącza. Okazuje się, że studenci oczekują pochwał i wsparcia dobrym słowem. Brzmi jak banał, ale ja zawsze powtarzam, że jestem uczniem polskiej szkoły z domu, w którym panowało założenie, że jak jest dobrze, to się o tym nie mówi. Zawsze się dobrze uczyłam, więc nigdy nie słyszałam pochwał, bo przecież to było oczywiste (i znów jak bumerang wracają oczekiwania). Pracuję nad tym, żeby to zmienić na swoich lekcjach, bo widzę, jak cenne są moje uwagi i pochwały dla moich studentów. Niektórzy z nich proszą o nie wprost: „zobacz, jak świetnie mi poszło”, „powinnaś mnie za to pochwalić”, „dobrze, że mówisz o moich postępach, bo czasami nie czuję, że je w ogóle odnoszę”. Mam ogromne doświadczenie w pracy z Amerykanami uczącymi się polskiego jako języka ojczystego, dla których pozytywny feedback jest niezwykle ważny. Chociaż mam dość krytyczny stosunek do tego, w jaki sposób i jak często informacja zwrotna jest przekazywana w Stanach – w szkole, w pracy, pomiędzy dziećmi i rodzicami – uważam, że wyniosłam z tych kontaktów coś cennego: umiem docenić pracę oraz wysiłek moich studentów. Wciąż uczę się wyrażać to słowami wsparcia, pochwałami i gratulacjami. Nawet jeśli nie zawsze spełniają wszystkie moje oczekiwania.

Zamiast oczekiwań

Staram się zamieniać oczekiwania na cele, małe lub większe, które budują nasz wspólnie ustalony plan nauczania. Realizujemy plan zamiast spełniania oczekiwań. Nie uwierzycie, jak często przy okazji jesteśmy wszyscy mile zaskoczeni.

Autorka: Agata Szybura

Zostaw komentarz

Koszyk
Wybierz punkt odbioru
wybierz walutę
EUR Euro
Przewijanie do góry